zbieram siły na nadchodzący nowy semestr.
Jutro trzeba wstać, zrobić kawę, włączyć żelazko i szeroko uśmiechnąć się do świata. Nie-nacieszyć się porankiem, nie spóźnić na zajęcia. Przetrwać i znaleźć siły, żeby osiągnąć wiele. A wiele jest do zrobienia. Naprawdę dużo i ze wszystkim planuję sobie poradzić-nikt z nas na dobrą sprawę nie ma wyboru, po prostu są rzeczy, którym musimy podołać. Jedyne, co możemy to starać się robić wszystko jak najlepiej.
I podejmować dobre dezycje. Każda jest na swój sposób dobra i każda jest na swój sposób zła. Nie ma idealnego wyjścia, nigdy. Nigdy nie umiemy przewidzieć żadnych konsekwencji na pewno. Rozpatrując skrajne przypadki, nawet samobójcy nie są pewni, że ich decyzja doprowadzi do rzeczywistej śmierci a nie tylko do kalectwa. Idąc tym tropem... Nie da się podjąć dobrej decyzji. Całe życie jest strasznie na oślep. Takie chodzenie po omacku. Czeka mnie więc teraz kilka dobrych-złych decyzji, których nie będę żałować. To wiem, bo przecież teraz mam pewność, nie oczekuję niczego. Po prostu staram się węszyć, kierować w stronę zapachu kawy i ciepłych, wiosennych wieczorów. Mogę dużo stracić, ale wiem, że bez względu na to, w ilu procentach spełni się wizja miejsca, do ktorego dążę a ile będzie w tym rozczarowania... Zyskam bardzo dużo. W końcu każdy ma prawo do popełniania własnych błędów, więc wszystko przede mną.
Nastawić budzik na siódmą, otworzyć oczy, ucieszyć się z nowego dnia i podjąć dobrą decyzję, że chce się go przeżyć jak najlepiej.
Napawam się ostatnimi chwilami wolnego czasu, jedząc pieczone jabłka z czekoladą i pijąc sok pomarańczowy. W czerwonej bluzie wiadomo-kogo. Świat jest bardzo, bardzo prosty. Żeby było dobrze tak naprawdę wystarczy się uśmiechnąć.
"Ponieważ ten pierdolony świat jest cudowny, piękny i dobry. Trzeba tylko umieć to, kurwa, zauważać". /K.Grochola.
skomentuj (2)
Kuba miał rację, jeśli poradziłam sobie ze statystyką to snowboard też ogarnę.
Znosił więc przez trzy dni moje stany depresyjne, braki motywacji, ale też głośny śmiech i zupełny brak posłuszeństwa.
I teraz wiem, że wystarczy się tylko nie poddawać, a reszta pójdzie sama. :) Z pomocą mojego wyrozumiałego nauczyciela, rzecz jasna.
No to... Kto chce kupić mi deskę? :)
--
Kuba. :)
--
Pierwszy samodzielny raz. :) Później było tylko lepiej. ;p
--
...take it easy
--
klocki na kaca.
--
Zdecydowany autorytet i idol w dziedzinie sportów zimowych. :)
--
Moja niezastąpiona grupa wsparcia.
--
I mój najfajniejszy i najcierpliwszy na świecie Kuba. :)
"Mamo, jesteśmy wszyscy dumni z QQ, bo po trzech godzinach dojechała do połowy stoku!" :)
Dziękuję. :) ;* I za to ściąganie z łóżka, żeby wyjść na stok- też. :)
skomentuj (6)
Wprawdzie jest piątek, druga w nocy, ale dopiero teraz się "odrobiłam" i znalazłam czas dla komputera.
Tyle się dzieje, niech będzie krótki raport.
Mikrobiologia 4,5; angielski 4,5; genetyka 4,5; statystyka 5,0. Czyli oficjalnie już po sesji.
Musze przyznać, że naprawdę jestem z siebie dumna. Głównie ze statystyki, którą teraz naprawdę umiem, choć za kilka dni pewnie nic nie będę pamiętać.
Poza tym znów ciągle gdzieś biegam i nie mam czasu nawet usiąść. Przede mną ferie, a ja mam zaplanowany każdy dzień i wiem, że nie zdążę zrealizować wszystkich planów.
Mam nowe, krótkie włosy. Jutro jadę daleko, do Kuby.
Piję za dużo kawy- nie szanuję ani siebie, ani swojego organizmu, ale chwile trzeba łapać bardzo szybko, zanim uciekną. Wspaniałym jest fakt, że wciąż jeszcze jesteśmy młodzi, mamy masę sił i energii i chcemy pokazać wszystkim drogę do nieba, która przecież jest tak prosta. Jesteśmy zupełnie zwyczajni, ale równocześnie równie pokręceni. Chcemy po prostu jakoś sobie żyć, staramy się nie popełniać błędów i brać odpowiedzialność. To w gruncie rzeczy dość trudne- dorosłość przeraża. Ale jedyny wybór jaki mamy, to iść trochę na oślep i probować podejmować dobre decyzje. Ja swoich nie żałuję.
Lubię moich przyjaciół. Cieszę się z tego, w jakim miejscu jestem i jak wygląda moje życie. Doceniam ludzi, których udało mi się poznać. I chcę tego życia jeszcze więcej. Zachłannie i bez przerwy proszę o więcej. Choć i tak mam juz ogromnie wiele.
Jejku, czy ja zawsze muszę popadać w jakąś melancholię, kiedy zaloguję się na blogpeelu?
Dobrze. Zdjęcia, czyli ostatni dzień sesji zimowej 2012.
--
Jeśli nie masz co robić czekając na ukochanego, który pisze egzamin:
1.Znajdź dowolnego kota, albo poczekaj aż sam Cię znajdzie.
2.Zacznij robić mu zdjęcia.
Dwie godziny masz z głowy.
--
--
--
--
--
Wieczór z pekspeQQtywy.
--
QQ obiektywie Moniki T.
--
QQ ukryta we włosach ukochanego.
--
--
--
Ulubiony zestaw wieczoru.
--
Liczę na to, że marzec będzie miesiącem zmian. To wszystko, co mogę powiedzieć, aby nie zapeszać.
skomentuj (5)
Jeszcze tylko rachunek prawdopodobieństwa, doświadczalnictwo, wnioskowanie statystyczne, powtórka z opisowej, jeden egzamin, drugi egzamin i jeśli Bóg istnieje, to będę po sesji.
Jeśli nie istnieje, to nie ma szansy, żebym zdała statystykę, z angielskim sobie poradzę, pisemna część już za mną.
We wtorek po statystyce jest tango, mam nadzieję, że będę w dobrym humorze. Marzy mi się w bliskiej przyszłości taniec towarzyski, ale muszę poczekać na jakieś mieszkanie w Krakowie.
To tyle u mnie. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, widzimy się pod koniec tygodnia.
Aha, Kuba powiedział, że na wiosnę może będziemy mieli pieska. :)
I dawno nie było zdjęć. Bo przecież komu by się chciało ładować baterie do aparatu. Na tym blogu w sumie wcale nie ma zdjęć.
--
Oto, jak mija nam sesja.
--
--
--
--
Aaa i jeszcze cytat dnia: "Jeśli dane zdarzenie ma swoje zdarzenie sprzyjające to znaczy, że zdarzenie zachodzi w przeciwieństwie do wypadku, gdy zdarzenie nie zachodzi."
Wykład z 21.11.2011 na temat Rozkładów teoretycznych.
skomentuj (3)
2012-02-02 22:59:47
Antes que ver el sol
prefiero escuchar tu voz.
skomentuj (2)
Twoja marnotrawna przyjaciółka.
Kiedy nie mogę zasnąć, czytam archiwum Twojego bloga, bo nasze wspomnienia są fajniejsze niż wszystkie książki Nabokova i Coelho, jakie udało się im stworzyć.
Kiedy jestem dłużej w domu czytam Twoje listy, bo lubię kolorowe kartki, na których je pisałaś i bardzo mądre rzeczy, które już wtedy nosiłaś w swoim móżdżku, chociaż wiesz sama, że obie podjęłyśmy w naszym życiu sto głupich decyzji, których sobie wybaczyć nie można.
Byłaś od początku, ale nie dotrwałaś do końca. Dlaczego?
W busie dałaś mi buziaka, zamiast rzucić się na mnie i zacząć piszczeć, albo zrobić jakąś inną dziwną rzecz.
Pamiętam dobrze Twój mały, niebieski telefon i Twoje długie, pachnące włosy. I uczulenie na mojego kota, którego już dawno nie ma.
Zawsze chodziłaś spać pierwsza i zawsze byłaś głodna. Nadal tak jest?
Na urodziny dostawałaś tulipany. Zaczęłaś używać tuszu do rzęs wcześniej niż ja. Zjadłaś wszystkie dziurki z ciasteczek.
Wiecznie coś Ci się działo. Pamiętam, kiedy kupiłyśmy Ci lizaki, bo nie przyszłaś do szkoły, a dwa dni później odwiedzałyśmy Cię w szpitalu po wycięciu wyrostka.
Leczyłaś moje stany depresyjne po każdej wizycie u fryzjera, powtarzając, że wcale nie jest tak źle. A kiedy Michał ściął włosy, obie zachwycałyśmy się jego nowym wyglądem. Gorzej było po zrobieniu tatuażu.
Miałaś 15, później trochę więcej lat.
Kolczyka, którego zrobiłaś, chowałaś pod włosami, żeby mama nie zobaczyła. I uwielbiałam czytać Twój pamiętnik.
Dla Ciebie zawsze, bezapelacyjnie byłam kutujką. Nie wiem, czy wtedy kiedykolwiek nazwałaś mnie inaczej.
Ja to doskonale wiem. Ludzie się rozstają, mijają, odchodzą, ale my chyba przesadziłyśmy.
skomentuj (4)
Uczę się przecież cały czas!!
Nie umiem liczyć, to zdecydowanie, jestem całkowicie matematycznym matołem, a co za tym idzie, nie mam co marzyć o napisaniu kiedykolwiek pracy doktorskiej (wg. mojego nie-wiem-jakim-cudem-prof.-dr-hab.). Zostawiam to do wtorku.
Seksuologię umiem i rozumiem, mam nadzieję, że ten stan utrzyma się do jutrzejszego zaliczenia.
W kwestii ekofizjologii zwierząt jesten na dobrej drodze, dobrze, że noc jeszcze młoda.
Ucho mnie boli, moje kolczykowe pragnienie zaczyna się na mnie mścić.
Poza tym weekend mimo kosmosu w pracy, był wspaniały.
Przyjemny piątek, intensywna sobota, leniwa niedziela.
W piątek gotował Kuba. W sobotę Patrycja. W niedzielę ja.
Sobotni poranek był uroczy- zawinięta w kocu, za oknem śnieg, w ręce kubek kawy, którą ktoś-dla-mnie-zrobił.
To nie jest tak, że zrobiono dla mnie kawę pierwszy raz, ale może już nie umiałam tego doceniać w poprzednim związku. Za co przepraszam.
Niedzielny poranek przegapiłam, ale popołudnie bylo cudowne. Wieczór naukowy.
Według facebooka ja i mężczyzna, z którym byłam przez 6 lat nie jesteśmy już nawet znajomymi. Życie toczy się z zawrotną prędkością.
Teraz jest czas na to, żeby iść na przód. Nie oglądać się za siebie. Zresztą "cel" jest tak jasny i wyraźny, że czuję się, jakbym zjeżdżała po tęczy prosto do garnka pełnego złota. Na drugim jej końcu Ktoś zostal, wiem. Ale zbyt dlugo wdrapywałam się na górę- wtedy on nie chciał iść ze mną, a teraz jestem już za daleko, żeby wrócić.
Wyspowiadałam się, więc wracam do nauki. Pieprzony, cholerny kaganek oświaty... Który raz już to powtarzam?
skomentuj (3)